Miesięczne archiwum: Styczeń 2011

Bieszczadzka Jesień – dzień trzeci

Poranek jak co dzień. Obudziłem się bez budzika. Za oknem przez mgłę przebijało słońce. Tradycyjne śniadanie o ósmej. Zabrałem sobie coś do czytania gdyż tego dnia zaplanowałem bardzo lekką trasę – przez Połoninę Caryńską do Ustrzyk Górnych. Nie śpiesząc się ruszyłem ze schroniska. Wilgoć w powietrzu powodowała, że czuć było chłód. Idąc zrobiłem kilka zdjęć efektom mgielno-słonecznym. Od schroniska cały czas idąc zielonym szlakiem ruszyłem na Połoninę Caryńską. Czytaj dalej

Bieszczadzka Jesień – dzień drugi

W ten dzień postanowiłem zdobyć najwyższy szczyt Bieszczad, oczywiście ten leżący w Polskiej części pasma. Tarnica ma 1346 m n.p.m. oraz charakterystyczny zarys w kształcie siodła, od którego została nazwana po wołosku  „tarniţa”. Nazwy w Bieszczadach pochodzą od słów wołowskich, kiedy w XII wieku w ten rejon Karpat dotarli Wołosi wędrujący z Bałkanów. Następnie z różna dokładnością zapisali te nazwy kartografowie austriaccy podczas zaborów, kiedy powstawały pierwsze mapy tych terenów. Magiczne słowo „berdo” to po prostu po wołowsku szczyt. Tego wszystkiego dowiedziałem się od … przeczytajcie dalej ;). Czytaj dalej

Bieszczadzka Jesień – dzień pierwszy

Obudziłem się rankiem bez budzika, tylko zapomniałem, że łazienki rano są myte więc musiałem swoje odczekać przed skorzystaniem z nich. Mimo to udało mi się równo o ósmej wziąć wrzątek na herbatę (jest za darmo, podkreślam to bo nie w każdym schronisku istnieje ten dobry zwyczaj). Po zjedzeniu śniadania, zabrałem już spakowany plecak i ruszyłem. W planie miałem Połoninę Wetlińska. Planowałem podjechać na Wyżną Przełęcz i stamtąd ruszyć na szlak. Jako, że jechałem w kierunku Wetliny, to zabrałem Olgę na autobus do Sanoka, który odjeżdżał o 8:45. Zdążyła na ostatnia chwilę. Ja wróciłem na początek żółtego szlaku, gdzie znajduje się symboliczny grób Jerzego Harasymowicza. Był to poeta, który opisywał nie tylko piękno Bieszczad. Od jego poezji wywodzi się termin kraina łagodności. Czytaj dalej